sobota, 26 marca 2016

Gang Siedmiu Wspaniałych /13.5


*Główna bohaterka*
Nie chciałam dłużej zawadzać i wyszłam z domu Yoongiego. Hoseok miał racje. Mogłam siedzieć cicho i nie wtrącać się. Nie zdawałam sobie sprawy że nie bez powodu mi groził. 
- _____! - już chciałam wychodzić z posesji ale głos Jungkooka mnie zatrzymał. Odwróciłam się w jego stronę.
- O co chodzi? - spytałam ze spuszczoną głową aby nie widział moich wilgotnych oczu. Ten nic nie odpowiedział przyciągnął mnie mocno do siebie i zamknął w szczelnym uścisku.
- Błagam nie płacz. - pogłaskał mnie po głowie. - To na prawdę nie twoja wina. Chciałaś mu pomóc. - zamknęłam na chwile oczy jednak nie wykonałam żadnego ruchu.
- Jungkook, przestań. - odepchnęłam go delikatnie od siebie - Dobrze wiesz że to moja wina a teraz już pójdę. - rzuciałam i opuściłam posesję. Szybkim krokiem ruszyłam na przystanek autobusowy. Będą mi wmawiać że to nie moja wina. No przecież widzę że to moja wina! Ślepa nie jestem! Po 15 minutach na przystanku staną autobus. Wsiadłam do niego i usiadłam na wolnym miejscu. Nagle otrzymałam wiadomość.
Od: KeShi
Hej _____! Gdzie jesteś? >o< Strasznie mi się nudzi :c
Od razu jej odpisałam.
Do: KeShi
Właśnie jadę autobusem do domu.
Od: KeShi
Aish.... przepraszam, zapomniałam. Jak tam było u Yoongiego? ^U^
Do: KeShi
Powiedzmy że... znów coś zjebałam.
Od: KeShi
Co? Jak to?
Do: KeShi
No normalnie. Opowiem ci jak wróce do domu. Nie mam siły tego wszystkiego pisać. Zadzwonie później. Pa!
~~*~~
Po 30 minutach byłam już w domu. Otworzyłam drzwi i przekroczyłam próg. Rodziców jeszcze nie było. Weszłam do salonu i rzuciłam wszystko na sofe. Sama opadłam bezwładnie na fotel. Chwyciłam telefon i zadzwoniłam do przyjaciółki.
- Hej KeShi. - mruknęłam.
- Hej _____! Opowiadaj co tam się stało? - powiedziała z ciekawością w głosie.
- Eh... - westchnęłam - Wczoraj poszłam do SoJu obgadać sprawę...
- SoJu? I co udało się? - przerwała mi.
- Nie. Uderzyła mnie w twarz, więc wyszłam. Zakończyłam naszą przyjaźń. 
- Jak to, uderzyła cię w twarz?! - krzyknęła do telefonu.
- No, tak to. Nie przerywaj. Kontynuując, wyszłam oburzona z jej domu i przechodziłam obok parku i patrze, chyba jakiś menel tam siedzi a się okazało że to Park. Chciałam mu pomóc, bo mówił że do domu nie ma co wracać w takim stanie a do przyjaciół żebym nie dzwoniła bo to pogorszy, więc co mogłam zrobić? Dobrze wiesz że jestem dobrodusznym człowiekiem. Wzięłam go do siebie.
- Uuuuuhuhu. 
- Nie uhuhaj mi tu, bo dziś rano po niego przyszedł jakiś facet w garniaku ale jak wychodzili to był cały i zdrowy. Poszłam do Yoongiego i tam przyszli chłopcy i Hoseok na mnie naskoczył że przeze mnie Jimin ma znów siniaki.
- Czekaj, czekaj. Facet w garniaku?
- Nooo... tak.
- Taki wysoki, brunet z lekkim zarostem na twarzy?
- Tak. Mam się bać?
- Kurwa...
- No co? To źle?
- Nawet nie wiesz jak bardzo... - urwała zdając sobie sprawę co właśnie powiedziała - Słuchaj kochana, to nie twoja wina, rozumiesz? Nie wiesz o problemach Jimina, chciałaś mu pomóc, to nic złego a teraz muszę kończyć. Na razie. - rozłączyła się. Mam dość. Znów coś przeze mnie. Pora z tym skończyć ale najpierw musze coś załatwić. Chwyciłam kurtkę i zaczęłam ubierać ją w biegu. Wyszłam z domu szybko zamykając dzrzwi i zbiegłam po schodach. Złapałam pierwszą lepszą taksówkę i wsiadłam do niej.

*W pokoju Yoongiego po wybiegnięciu Jungkooka*
- Hoseok, deklu! - zdzielił go po głowie Namjoon.
- Aishh.. - masował się po obolałym miejscu - No co?
- Czemu tak wybuchłeś! Nie mogłeś powiedzieć spokojnie? - karcił go Nam.
- No sory że Jimin znów dostał po ryju i tylko mi zależy a wy macie to w dupie bo uganiacie się za tą dziewuchą! - patrzył na każdego po kolei - Udajecie że się przejmujecie a macie to gdzieś! Uważacie Parka za rozwydrzonego bachora a wiecie co? Jimin taki nie jest! Myślicie że dla czego tak się zachowuje? Gdybyście sami byli adoptowani i wasz ojciec by znęcał się nad wami psyhicznie i fizycznie to jestem ciekaw jak wy byście odreagowywali to. Jesteście fałszywi, Jimin jest wam obojętny. Tylko ja staram się mu pomóc i go wspierać. - zaczął sapać ze zmęczenia. Wszyscy spojrzeli na niego z otwartymi oczam. Nagle do pokoju powrócił Jungkook.
- Hoseok... - zaczął - To nie prawda, nie mów tak źle o nas. - chwycił przyjaciela po obu stronach za ramiona i spojrzał mu w oczy - Zależy nam na Parku, nie mamy go gdzieś, jest naszym przyjacielem. - w oczach Junga pojawiły się łzy. 
- Kook ma racje. - Yoongi również umieścił dłoń na jego ramieniu - Fakt że może nie reagujemy jak ty ale to tylko dlatego że nie wiemy co mamy robić. Boli nas to że Jimina spotyka krzywda ale... my na prawdę nie wiemy co robić. - po chwili dołączyła do nich reszta chłopaków, tworząc okręg ze swoich ramion. Zwrócili głowy ku środkowi. 
- Przepraszamy że przez nas musiałeś się tak czuć Hoseokie. - powiedział w imieniu wszystkich Taehyung.
- To co, pomagamy Jiminowi? - spytał z cwaniackim uśmieszkiem Namjoon patrząc każdemu po kolei w oczy. Reszta podążyła w jego ślady patrząc na swoje twarze z wymownym wzrokiem.
- Do dzieła. - uśmiechnął się Jin.

*Główna bohaterka*
Wysiadłam pod dużym, eleganckim domem a może willą, nie ważne. Podbiegłam do bramy i zadzwoniłam domofonem.
- Tak słucham? - spytał pracownik.
- Dzień dobry, ja jestem _____ (imię i nazwisko) i przyszłam zobaczyć się z Park Jiminem, jestem jego koleżanką. - spanikowałam lekko, ponieważ nie przemyślałam całego planu.
- Niestety Panicz Jimin nie... - głos się urwał.
- Witaj dziecko a więc przyszłaś do Jimina? - w głośniczku rozbrzmiał kobiecy głos.
- T-tak. 
- Wchodź śmiało. - powiedziała po czym usłyszałam charakterystyczny dźwięk elektrycznego zamka w furtce. Popchnęłam metalową bramkę i weszłam szybkim krokiem do środka. Wbiegłam kilka schodków po czym zatrzymałam się przed dużymi, podwójnymi drzwiami. Zapukałam do środka. Otworzył mi pan w podeszłym wieku. Miał na sobie garnitur ale nie taki wytworny i szykowny, więc myślę że jest służącym. Gestem dłoni zaprosił mnie do środka. 
- Proszę za mną. - nakazał. Szliśmy przez obszerny, jasny korytarz. Skręciliśmy w lewą stronę przechodząc pod łukiem. Na sofie siedziała kobieta w formalnym stroju. Miała na sobie granatową marynarkę w cienkie, białe paski a do tego pasujące spodnie materiałowe ze zwężanymi nogawkami. Jej stopy zdobiły czarne, lakierkowe szpilki na bardzo chudym obcasie. Wyglądała bardzo gustownie.
- Witaj. Ty przyszłaś zobaczyć się z Jiminem, tak? - spytała podchodząc do mnie.
- Tak proszę pani. - przełknęłam ślinę. Kobieta uśmiechnęła się ciepło na moje słowa. Nie wiedziałam kim ona jest i jakie ma zamiary.
- Jak formalnie! Spokojnie nie zrobię ci krzywdy ani nic takiego, jestem mamą Jimina. - przecież Park mówił że nie ma rodziców.
- Przepraszam, ale ja na prawdę chcę porozmawiać z Jiminem, to ważne. - spojrzałam na nią nie pewnie. Przez chwile zatopiła wzrok w moich oczach.
- Rozumiem, chodź. - zniknęła za rogiem. Szybko ją dogoniłam i podążałam za nią. Weszliśmy po szerokich pozłacanych schodach z brązowymi akcentami. Minęliśmi kilka drzwi aż w końcu zatrzymaliśmy się przed jednymi z nich. Były Bardzo ciemnobrązowe z pozłacaną framugą. Kobieta zapukała do środka. Odczekała chwilę ale nikt nie odpowiadał. Spojrzała na mnie przelotnie po czym powtórzyła czynność.
- Jimin, to ja. Mogę wejść? - znów cisza. Westchnęła. - Poczekaj chwilę. - i bez zaproszenia weszła do środka zamykając za sobą drzwi.

*W pokoju Jimina*
W pokoju panował półmrok, tak jak zawsze. Okna ciągle były zasłonięte, dzień w dzień. Ta ciemność go uspokajała. Chłopak leżał na brzuchu w szarych spodniach dresowych i luźnej białej koszulce. Idealnie było widać jego obojczyki. Ręce zwisały swobodnie za łóżkiem.
- Jimin... koleżanka do ciebie przyszła. - stanęła przy łóżku spoglądając na tył głowy Jimina. - Mówiła że ma na imię _____. - przysiadła na meblu głaszcząc go po głowie. Dobrze wiedziała że chłopak nie spał. - Mam ją wpuścić? - odpowiedziała jej głucha cisza. Rudowłosy nawet się nie poruszył.
- Po co? - mruknął.
- Proszę? - zdziwiła się że jej odpowiedział. 
- Ehhh... nie ważne. - podniósł się na łokciach - Przyprowadź ją. - skinął głową na drzwi i opadł plecami na łóżko. Opiekunka uśmiechnęła się.

*Główna bohaterka*
Po 10 minutach czekania zza drzwi wyłoniła się mama Jimina.
- Możesz wejść. - powiedziała radośnie i odeszła. Nieśmiało przekroczyłam próg zamykając za sobą drzwi. Na łóżku leżał Park na plecach. Jedną nogę miał zgiętą w kolanie zaś druga był wyprostowana. Jedna ręka zakrywała oczy a druga luźno ułożona na pościeli. Wyglądał... ymm... seksownie? NIEEEEEEE. To przez ten półmrok.
- Po co przyszłaś? - zapytał lekko zachrypniętym głosem. Wzięłam głęboki wdech.
- Przeprosić, przyszłam przeprosić, a więc przepraszam. - skierowałam wzrok na podłogę.
- Przepraszasz? Za co? - podniósł się i oparł łokieć o kolano. Dłoń podpierała jego szczękę. 
- Za to że cierpisz. To przezemnie masz te siniaki. Nie powinnam się wtrącać. - w moich oczach zbierały się łzy - Mogłam... - Park szybko zerwał się z łóżka i przytkał swoją dłoń do moich ust nakazując abym nic nie mówiła.
- Nie musisz przepraszać. To ja zgodziłem się przyjąć twoją pomoc. Znałem konsekwencje swojego czynu. - zabrał rękę opuszczając ją wzdłuż swojego ciała. Spojrzałam na jego twarz. Na kości policzkowej widniał siniak i zadrapanie. Lewy polik był zaczerwieniony a dolna warga rozcięta po prawej stronie. 
- Bawi was robienie ze mnie idiotki? - spojrzałam mu w oczy zaś jego rozszerzyły się.
- Co? O czym ty mówisz?
- Ułomna nie jestem, przecież widzę że to moja wina. - chciałam dotknąć jego posiniaczonego policzka jednak w porę opamiętałam się i cofnęłam rękę.
- Zrób to. - powiedział cicho spuszczając lekko głowę w dół.
- Ale co? - spojrzałam na niego zdziwiona.
- Dotknij mnie. Prosze. - że co prosze? Co on właśnie powiedział? Podczas gdy ja biłam się z myślami moja ręka powędrowała na jego polik muskając go lekko kciukiem. Wtulił swoją twarz w moją dłoń. Trwaliśmy w tej pozycji przez kila minut. - Dziękuję. - szepnął i odciągnął moją kończynę od siebie. Moja twarz była cała czerwona. 
- N-nie ma sprawy. - wyjąkałam odwracając wzrok. Nagle drzwi do pokoju otworzyły się wpuszczając trochę światła a w progu stali uśmiechnięci chłopacy.
- Co ty tu robisz? - powiedzieli niemalże jednocześnie.
 - Powiedziałam co chciałam, więc pójdę już. - pokierowałam się do drzwi. Zanim wyszłam rzuciłam - Żegnajcie. - opuściłam jego dom i wróciłam do domu.

*Jimin*
Nie wiem dlaczego to powiedziałem ale nie żałuję niczego. To było przyjemne. Już zapomniałem jak to jest czuć ciepło innego człowieka. Ja... chyba... chyba się zakochałem. Rzuciłem się na łóżko twarzą w poduszkę. JIMIN IDIOTO! I tak nic z tego nie wyjdzie... Zapomniałem że chłopaki nadal są w moim pokoju.
- Jiminie! Nie załamuj się! - rzucił się na mnie Hoseok.
- Ach! - krzyknąłem z bólu. - To boli idioto!
- Wybacz. - powiedział z miną zbitego psiaka.
- Po co tu była _____? - zapytał Taehyung.
- Przeprosiła mnie, to wszystko. - postanowiłem być z nimi szczery.
- To jej ,,żegnajcie" zabrzmiało zbyt poważnie, nie sądzicie? - odparł Kook.

*Główna bohaterka*
Wróciłam do domu. Rodzice siedzieli w salonie popijając kawę i rozmawiając.
- O, już jesteś. - uśmiechnęła się rodzicielka.
- Tak. - usiadłam obok nich na sofie.
- Mamy dobre wieści! - powiedział radośnie tata - Dostałem nową ofertę pracy!
- O, to super tato! - zaśmiałam się - Czyli mogę liczyć na większe kieszonkowe?
- Oczywiście, mój nowy pracodawca to nie byle kto.
- A kim jest?
- Park KimSuk. (A/N: oczywiście zmyślone imie taty Jimina) 
- Co?! Jak to Park?!
- No tak to. Będę księgowym w jednym z ich hoteli. Zaoferowano mi całkiem sporą wypłatę, więc nie mogę przegapić takiej okazji.
- Tatoo.... - zaczęłam - Ja nie chce mieć już z nimi nic do czynienia. Skończyłam z tą znajomością.
- Coś się stało? - spytała mama.
- Po prostu miałam pomóc im szukać pewnej osoby i zrobiłam za dużo. - wstałam i ruszyłam stronę schodów - Nie wspominajcie o tych bogatych dzieciakach przy mnie. - i poszłam do swojego pokoju. 
Nie pasuje do ich świata.

poniedziałek, 21 marca 2016

Jest sens? :O


Witam,witam czytelników
Otóż zwracam się tu dowas z pytaniem: Czy ma sens publikowanie tutaj opowiadań, skoro wyświetlenia są ale komentarzy z opiniami już nie?
Przez to nie wiem czy wam się podoba, czy nie? Czy kontynuować dodawanie na bloga czy zostawić je na wattpadzie?

Mam nadzieję że chciaż pod tym postem wyrazicie swoje zdanie.
(Nawet Suga jest smutny, nie smuć Cukra)

Do następnego =T-T=

piątek, 18 marca 2016

Zaufasz mi? /2 - Cześć Jungkookie, jestem Jimin


Jak co dzień obudził mnie budzik w telefonie. Sięgnąłem po niego ręką i wyłączyłem znienawidzony alarm. Podniosłem się do siadu i przeczesałem dłonią swoje rude włosy. Podszedłem do szafy i wyjąłem z niej bieliznę, luźną czarną koszulkę i czarne spodnie. Ruszyłem do łazienki. Rzuciłem ciuchy na pralkę i zająłem się twarzą. Jak zwykle przemyłem ją i nałożyłem trochę kremu. Ogarnąłem fryzurę i założyłem ciuchy.  Zszedłem na dół gdzie czekała już na mnie mama z śniadaniem. Usiadłem przy blacie kuchennym.
- Dzień dobry mamo. - uśmiechnąłem się ciepło do rodzicielki, która kończyła nakładanie jedzenia na talerze.
- Ach, dzień dobry Jiminie. - podeszła do mnie i ucałowała w czoło.
- Mamoo... jestem już za duży na to. - wydąłem dolną wargę. 
- Nie marudź tylko jedz. - postawiła przede mną talerz, sama siadając na przeciwko mnie. Od razu zabrałem się za degustację.
- To na którą dzisiaj masz do pracy? - zapytałem z pełną buzią jak chomik.
- Na 9:00 ale i tak mogę cię podwieźć do szkoły. Nic się nie stanie jak przyjadę wcześniej i tak muszę papiery poukładać. - powiedziała po czym sama zabrała się za jedzenie. Rozmowa dalej się toczyła a śniadanie znikało z talerza.
- Dziękuję za posiłek. - wstałem i odłożyłem talerz do zmywarki. Wróciłem na piętro do swojego pokoju i wyciągnąłem z szafy czarną bluze wciąganą przez głowę z białym napisem PUMA. Założyłem ją jednocześnie ruszając jeszcze raz do łazienki. Umyłem zęby i spryskałem się ulubionymi perfumami. Chwyciłem plecak leżący przy komodzie i zbiegłem na dół. Mama już ubierała buty. Dołączyłem do niej. Zarzuciłem plecak na plecy i wyszłem za rodzicielką. Zamknęła drzwi na klucz po czym poszliśmy do garażu. Wsiedliśmy w samochód i odjechaliśmy. 
~~*~~
Po szkole jak zawsze udałem się do szpitala mojej mamy bo trochę do domu miałem. Dzisiaj było lekkie zamieszanie z tego co zaobserwowałem. Nagle zauważyłem spieszącą się gdzieś mamę.
- Mamo już jestem! - krzyknąłem nie zagłośno ale tak żeby mnie usłyszała no bo w końcu to szpital... psychiatryczny ale wciąż szpital. Gdy tylko mnie usłyszała odróciła się w moją stronę i podeszła do mnie.
- To dobrze Jiminie a teraz idź do mojego gabinetu. Z Taehyungiem i Yoongim teraz nie pogadasz bo przenieśli do nas nowego pacjenta i sprawdzają w jakim jest stanie. - powiedziała szybko.
- To dla tego takie zamieszanie. - powiedziałem rozglądając się po pomieszczeniu.
- Tak, no i na dodatek ledwo co do nas trafił a już była próba samobójcza. Dobra musze biec do nich bo i lekarze tam są i psycholodzy i ach... opowiem ci później. - ruszyła przed siebie znikając za rogiem. Westchnąłem i pokierowałem się w stronę windy. Wcisnąłem guzik i złapałem się za ramiączka od plecaka. Metalowe drzwi się rozsunęły. W środku nikogo nie było, więc bez wahania weszłem. Kliknąłem przycisk z napisem 4 piętro. Po 2-3 minutach byłem już na miejscu. Inni by pewnie pomyśleli że sam jestem jakiś chory skoro codziennie po szkole czakam na rodzicielkę w psychiatryku. Usiadłem w fotelu, w którym zazwyczaj moja mama siedzi. Przeciągnąłem się na nim. Wyjąłem telefon z kieszeni i zatraciłem się w grze.
~~*~~
Nagle do pomieszczenia weszli zmęczeni Taehyung, Yoongi oraz moja mama. Opadli na krzesła wzdychając. 
- Aż tak źle było? - schowałem telefon do kieszeni i zaśmiałem się.
- No trochę. - odpowiedział Yoongi. - Tak w ogóle to cześć Jimin.
- No właśnie, witaj Jiminie. - powiedział Tae uśmiechając się.
- Cześć, cześć. - odwzajemniłem uśmiech. - To... opowiadajcie. - wpatrywałem się w nich zaciekawiony. Zawsze gdy tu jestem czuje się jak w jakiejś grze. Pytanie czy typu horror czy fabularna a może kryminalna.
- No to tak... - zaczął Taehyung - Przenieśli do nas nowego pacjenta, bo poprzedni zakład psychiatryczny zamknięto. Nazywa się Jeon Jungkook i ma 17 lat...
- Co?! Taki młody i już w szpitalu? - przerwałem mu. 
- Tak, niestety. Z dokumentów, które otrzymaliśmy wynika że stracił w wypadku ukochaną osobę i wielokrotnie próbował popełnić samobójstwo oraz odciął się całkowicie od świata. Rodzice go dali do zakładu a potem urwali z nim kontakt. Został mu tylko brat. Najgorsze jest to że nie odzywa się do nikogo a nawet nie spogląda na ciebie jak się do niego mówi. Zero reakcji.
- To straszne... Przecież jak tak dalej pójdzie to zapomni jak się mówi.
- Jego brat mówił że czasem śpiewa ale jeszcze tego nie zaobserwowaliśmy. Co się dziwić, dziś o 8:00 go przywieźli.
- Śpiewa? - zdziwiłem się.
- Tak.
- To nie jest jeszcze tak źle. - spojrzałem na zegarek - 16:14.
- To co Jiminie, idziemy po kawe i jakieś ciacho? - spytał Yoongi.
- Pewnie, chodźmy. - wstałem i wyszliśmy razem z budynku. Na przeciwko znajduje się kawiarenka, więc daleko nie musimy chodzić. Często zamawiają tu ciasta i torty dla pacjentów a nawet przychodzą tu ze swoimi opiekunami. Oczywiście to już zależy od stanu pacjenta. Złożyliśmy zamówienie i usiedliśmy czekając na nie. Po 5 minutach było już gotowe. Chwyciłem papierową torbę z ciastem a Yoongi wziął kawę. Wróciliśmy do szpitala. Wysiedliśmy na 4 piętrze i wkroczyliśmy do gabinetu ordynatora. 
- O, nikogo nie ma. - powiedział miętowo włosy. Odstawiliśmy napój i słodycze na biurko.
- Patrz napisali karteczkę. - chwyciłem papierek i przeczytałem na głos - Poszliśmy do nowego pacjenta.
- Pójdę zobaczyć jak tam rany Jungkooka w końcu jestem jego lekarzem. Idziesz młody? - spojrzał na mnie.
- Ja? A nie spłoszę go? - dzięki nim poznałem się trochę na psycholgii.
- Wiesz... gorzej już chyba nie będzie. - przytaknąłem i wyszliśmy z pomieszczenia. Pojechaliśmy windą na piętro niżej. Staneliśmy pod drzwiami z numerkiem 14. Na tabliczce było wygrawerowane imię Jeon Jungkook. Szczerze? Byłem ciekawy jak wygląda, jaki jest. Przyjaciel zapukał i weszliśmy do środka. Taehyung z moją matką zwrócili na nas uwagę. Od razu wzrokiem wyszukałem chłopaka. Siedział na parapecie, który został poszerzony drewnianą konstrukcją. Miał proste, ciemne włosy, drobne, delikatnie rozchylone różowiutkie usteczka i czekoladowe oczy a skórę miał śnieżno białą. Wyglądał niewinnie jak malutkie dziecko. Na sobie miał białą koszulkę na krótki rękaw oraz szare spodnie dresowe. Był w samych skarpetkach. Wpatrywał się pusto w świat za oknem. Jedyne co robił to oddychał i mrugał. Yoongi powoli podchodził do niego dłonią pokazując abym został tam gdzie jestem. Przysiadłem więc na fotelu obok Taehyunga, który notował stan chłopaka. 
- Cześć Jungkook, chcę zobaczyć twoje rany, czy już nie krwawią. - podszedł do niego pewnie ale i ostrożnie by go nie spłoszyć. - Mam nadzieję że już cię nie boli. - delikatnie przysiadł na przeciwko niego na brzegu parapetu i powoli sięgał do jego nadgarstka. W końcu dotarł do kończyny opuszkami palców. Nawet nie zdążył jej chwycić a Jungkook od razy przyciągnął dłoń do klatki piersiowej i podkulił kolana. Najciekawsze było to że nawet na niego nie spojrzał. 
- Jungkook nie za bardzo akceptuje jaki kolwiek konakt z mężczyznami. Tylko jego brat coś tam może. Kobietom też nie pozwala na bliskość ale mniej. - szepnął Tae. 
- Jungkook chcę obejrzeć twoją rękę, to wszystko. - powiedział spokojnie - Zmienię ci opatrunek i dam ci spokój. Zgoda? - Yoongi wpatrywał się w niego z ciepłym uśmiechem na ustach. Przechylił głowę chcąc uchwycić z nim kontakt wzrokowy, jednak na marne. Szatyn nie pewnie zaczął odsówać od siebie rękę wyciągając ją w stronę Mina. 
- Yoongi, czy ja... mogę podejść? - spytałem z nadzieją w oczach. - Stanę za twoimi placami. - prosiłem.
- Podejdź Jimin. - odpowiedział Taehyung.
- Na prawdę hyung? Mogę?
- Tak. - kiwnął twierdząco głową. Wstałem z fotela i powolnym tempem ruszyłem w stronę tej dwójki. Moja mama odeszła ustępując mi miejsca.
- Im mniej osób go osacza tym lepiej. - powiedziała mijając mnie. Yoongi w tym czasie zdjął mu opatrunek i przemył ranę wodą utlenioną na co szarpnął lekko ręką.
- Spokojnie Jungkook, zaraz przestanie. - uspokoił go Yoongi głaszcząc kciukiem jego dłoń. Stanąłem za miętusem i ugiąłem lekko kolana aby się zniżyć.
- Cześć Jungkookie, jestem Jimin. Jeśli ci to nie przeszkadza będę nazywał cię Jungkookie a ty mnie możesz po imieniu albo Jiminie a może ChimChim jak wolisz. - uśmiechnąłem się moim eyesmile. Nagle chłopak spojrzał na mnie. Słyszałem jak Taehyung wstrzymuje oddech i zapisuje coś szybko. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Myślałem że trwało to wieczność. Jego twarz nic nie mówiła. Wzrokiem obleciał moją postać i wrócił spojrzeniem do poprzedniego miejsca. Yoongi bandarzował nadgarstek.
- Myślę że chciał zapamiętać twoją osobę, tylko nie mogę ci powiedzieć czy w pozytywny czy negatywny sposób. - mówił Taehyung patrząc w notatki.
- To i tak postęp. - powiedziała mama.
- Dobra, tyle mi notatek starczy. - poprawił swoje okulary i wstał udając się do drzwi. Ordynatorka poszła w jego ślady i wyszli z pokoju. Yoongi skończył zakładać opatrunek i schował lekarstwa do średniej wielkości walizeczki. Odszedł od Jungkooka i opadł na fotel wzdychając.
- Możesz z nim jeszcze chwile pogadać i wyjdziemy. Za dużo wrażeń miał na dzisiaj. - wyciągnął telefon i zaczął coś w nim robić. Powróciłem wzrokiem do chłopaka, który dalej trwał w tej pozycji. 
- Jungkookie, jak chcesz to mogę cię codziennie odwiedzać. I tak jestem tu co dzień. Zawsze po południu. - nie chciałem mu mówić że zawsze po szkole bo przecież on nie może już do niej chodzić - To, widzimy się jutro. - wstałem i ruszyłem do drzwi. Hyung zauważył moje działania i zerwał się z fotela zabierając ze sobą apteczkę. Opuściliśmy jego pokój.
 ~~ JUNGKOOK ~~
Trafiłem tu o 8:00. Nadażyła się idealna okazja aby dołączyć do MinYuna. Dlaczego ty mnie pilnujesz! Nie chcesz abyśmy byli razem? Musiałeś kazać temu Taehyungowi przyjść w tedy do mnie. Musiałeś?!
Jakiś chłopak w miętowych włosach mnie ocucił i opatrzył. Potem zaprowadzili mnie do pokoju, który od teraz jest moim. 
Potem znów ktoś przyszedł. Jakaś pani, która mówi że jest ordynatorką i Taehyung, który mówił że od teraz jest moim psychologiem. Zadawali mi pytania, licząc na odpowiedź. Nagle wszedł Yoongi, który został moim lekarzem i jakiś chłopak. Przedstawił się jako Jimin. Miał rude włosy i pełne usta. Może i był fajny a może i nie, nie wiem. Nie dbam o to. Powiedział że będzie mnie odwiedzał codziennie. Czemu nie zostawią mnie w spokoju ze swoimi myślami?

MinYun, błagam...

Wróć...

czwartek, 17 marca 2016

Zaufasz mi? /1- Jak mogłeś...


Lato. Słońce świeci, wszyscy chodzą na krótki rękaw, można jechać na plaże, cieszyć się z życia i zajadać zimnymi deserami. Właśnie z MinYunem wróciliśmy z takowej plaży. Cieszyliśmy się jak małe dzieci z nowej zabawki. Weszliśmy do mojego domu z uśmiechami na twarzy.
- Och, już wróciliście chłopcy? - zapytała mama wychylając się zza rogu kuchni.
- Tak, już jesteśmy. - usiedliśmy przy blacie kuchennym szczerząc się jak głupi do sera.
- Co wy tacy weseli? - zaśmiała się nakładając nam obiad na talerze.
- Po prostu dobrze się bawiliśmy. - odpowiedziałem.
- Tak? A co takiego robiliście? - postawiła przed nami naczynia z posiłkiem i usiadła na przeciwko nas.
- Yun chciał mnie wystraszyć zachodząc od tyłu i prawie by mu się to udało gdy by nie fakt że to nie byłem ja tylko jakiś inny koleś, który od tyłu wyglądał jak ja. - zaczęliśmy się śmiać.
- Ach... na prawdę ten facet nie miał poczucia humoru! Ani dystansu! Chciał dzwonić po policję za to że go molestuje. A potem gdy siedzieliśmy ktoś do mnie krzyknął ,,Ey zboczeniec! Grasz w siatke?" - dopowiedział MinYun.
- I gdy wracaliśmy jakieś dzieci przed nami uciekały krzycząc że klony je gonią i że jesteśmy kosmitami. - chwyciłem pałeczki i zacząłem jeść. Tak, to prawda. Razem z Minem wyglądamy podobnie. Obaj mamy czarne proste włosy, jesteśmy tego samego wzrostu i wieku. 
- To na prawde udany dzień mieliście! - zaśmiała się rodzicielka. Po chwili życzyła nam smacznego i odeszła do salonu zostawiając nas samych. Dokończyliśmy posiłek uśmiechając się do siebie co jakiś czas. Odłożyliśmy naczynia do zmywarki i ruszyliśmy do mojego pokoju. Usiedliśmy na łóżku opierając się plecami o ścianę. Wtuliliśmy się w siebie.
- Kookiś? - zaczął Yun.
- Mhmm... - mruknąłem w jego ramię.
- Kto w naszym związku dominuje? - zaśmiał się szeroko. Zarumieniłem się i również zaśmiałem.
- No nie wiem, nie wiem. - powiedziałem teatralnie i rzuciłem się na chłopaka powalając go na plecy. Chwyciłem jego nadgarstki i przygwoździłem je nad jego głową. - Możemy to sprawdzić. - mruknąłem mu niemalże w usta. W jego głębokich oczach pojawiły się iskierki, które tak kocham. Przybliżyłem swoją twarz do jego. Specjalnie nic nie robiłem. Czekałem aż sięgnie swojego limitu i sam zainicjuje pocałunek. Nagle drzwi do pokoju otworzyły się a w nich stanęła moja mama.
- Omo! Przepraszam że przeszkadzam ale chciałam ci powiedzieć że razem z tatą wychodzimy i wrócimy późno. - oderwałem się od chłopaka i usiedliśmi po turecku. Moja mama wiedziała o naszym związku, więc nie zdziwiło jej to. Razem z tatą w pełni akceptowali nas.
- Ciocia znowu robi grila? - zaśmiałem się.
- Tak. Przynieść ci coś? - stała oparta o framugę a drugą dłoń nadal miała zaciśniętą na klamce. 
- Szaszłyka! - uśmiechnąłem się, jak to mój chłopak określa, słodko.
- Dobrze, nie ma sprawy. - już miała wychodzić ale zatrzymałem ją.
- Mamo?
- Tak? - odwróciła się do mnie.
- Czy Yun może dzisiaj u mnie nocować? - spojrzałem na nią z nadzieją w oczach, co ją rozczula. Uśmiechnęła się jednoznacznie. Co ta kobieta ma w głowie!
- Oczywiście, nie mam nic przeciwko. To my już idziemy, jakby co to zamknę drzwi frontowe na patent więc nie musicie się martwić. Miłej zabawy chłopaki. - i wyszła.
- Który to już raz nas widziała w dziwnej pozycji? - zaśmiał się Yun.
- Nie wiem, nie licze od setnego. - zaśmiałem się. Moja mama wiele razy weszła do mojego pokoju w nieodpowiednim momencie. Mimo że robimy z Yunem jednoznaczne rzeczy, jeszcze nie zrobiliśmy TEGO. Zawsze takie sytuacje kończyły się na tuleniu i pocałunkach. Nie spieszy nam się. - To na czym skończyliśmy? - powróciliśmy do poprzedniej pozycji. 
- Na dominacji. - złapał mnie za biodra i zamienił miejscami tak że teraz to on był na górze. Wpił się w moje usta. Były to delikatne motyle pocałunki, które zmieniały się w coraz bardziej namiętne. Dłońmi błądził po moim ciele. Oderwał się od moich warg i pszyssał swoje do mojej szyi. Jęknąłem cichutko. Znaczył mokre szlaczki na mojej skórze, delikatnie ją przygryzając. Chwycił końce mojej koszulki i podciągnął do góry. Nie opierałem się i moja górna odzież wylądowała gdzieś na podłodze. Powrócił do dopieszczania mojej skóry. Zjęchał językiem na mój tors, zajmując się najwrażliwszymi miejscami. 
- Ach, Yun! - mój oddech stał się nierównomierny. Moje dłonie zaciskały się z rozkoszy na pościeli. Chwyciłem jego koszulkę i pociągnąłem. Zrozumiał moje intencje i sam ściągnął ją z siebie odrzucając gdzieś na bok. Uśmiechnąłem się do niego co odwzajemnił i ucałował moje wargi.
- Kookiś? - spojrzał mi w oczy.
- Tak?
- Chcesz tego? - pogładził mój policzek z troską.
- Z tobą zawsze. - uśmiechnąłem się ciepło.
- Ale nie chce ci zrobić krzywdy, nic nie mamy. 
- Sięgnij do tej szuflady. - skinąłem głową na mebel. Wstał i wyjął z niej średniej wielkości buteleczkę.
- Kookiś, skąd ty masz takie rzeczy?! - spytał spoglądając to na buteleczkę to na mnie.
- Kiedyś to musiało nastąpić. - wskoczył z powrotem na łóżko i złączył nasze usta. Jego dłonie powędrowały do moich spodenek. Zsunął je na moje uda po czym dołączyły do reszty odzieży. Zawstydziłem się. Rękoma starałem się zasłonić swoje krocze, które potrzebowało teraz jego uwagi. 
- Nie Kookiś. - chwycił moje nadgarstki i przycisnął do pościeli. Splótł nasze palce. - Mnie nie musisz się wstydzić. - wzrokiem badał każdy zakamarek mojego ciała. - Jesteś piękny. - szepnął. Moje poliki paliły bardziej niż ogień. Chwycił swoje spodenki, które podzieliły los reszty ubrań. Powrócił do dopieszczania mojego torsu, jednocześnie pozbywając się ze mnie ostatniej części garderoby. Językiem zjeżdżał coraz niżej aż dotarł do mojej męskości. Spojrzał mi w oczy owiewając mojego penisa ciepłym powietrzem. Jego wargi zacisnęły się na główce a z moich ust wydobył się słodki jęk rozkoszy. Nie wachał się dłużej i pochłonął całą moją długość. Wplotłem moje smukłe palce w jego włosy, pojękując z zamkniętymi powiekami. Dopieszczał mnie językiem najlepiej jak potrafił. Wiłem się po pościeli co jakiś czas wyginając się w łuk. Poruszał głową coraz szybciej dając mi jeszcze więcej rozkoszy. Nie wiele mi było trzeba do spełnienia. Po kilku ruchach głową doszłem z jego imieniem na ustach. Podniósł się przełykając lepką substancję a następnie ucałował moje usta. 
- Dziękuję. - szepnąłem. Przysiadł na moich udach. Odkręcił buteleczkę i wylał zawartość na swoje palce. Spojrzał niepewnie na mnie czekając na moje przyzwolenie. Kiwnąłem twierdząco głową. Wsunął powoli jednego we mnie. Zaciśnięcie. Ból. Krzyk. Łzy. Bolało ale wiedziałem, że przestanie, musiało. Chłopak widząc moją reakcję natychmiast wpił się w moje wargi a jego śliski mięsień wdarł się do mojej buzi. 
- Nie zaciskaj się tak Kookiś, bo będzie gorzej. - pogłaskał mój policzek. Poruszał trochę palcem we mnie i dołożył drugiego. Tym razem mniej bolało. Zaczął rozciągać mnie a ja odczuwałem coraz więcej przyjemności aż w końcu pragnąłem więcej. Pragnąłem jego dotyku, poczuć go całego. Moje jęki rozkoszy dały mu znak że jestem już gotowy. Zwilżył swojego członka i przybliżył do mojego wejścia. - Teraz może zaboleć ale spokojnie. - kiwnąłem głową twierdząco, oddychając głęboko. Na początku wsunął główkę a mimo to ból był nie do zniesienia. Po moim policzku spłynęła łza. Yun spojrzał na mnie z troską i złączył nasze wargi w namiętnym pocałunku. Jedną ręką chwycił moje biodro, delikatnie je masując a drugą chwycił mojego członka, dopieszczając go, oczywiście z umiarem abym nie doszedł zbyt szybko. Podczas tych działań wsunął się we mnie do końca. Chwilę odczekał aż się przyzwyczaję po czym wysunął się delikatnie i wbił we mnie. 
- Yun! - jęknąłem. Chłopak zrobił tak jeszcze kilka razy a moje ciało przechodziły spazmy przyjemności. Nasze jęki tworzyły muzykę, do której tańczyły nasze ciała. - Y-Yun ja... 
- Wiem Kookiś, ja też. - spojrzał mi głęboko w oczy po czym znów wpił się w moje wargi. Do tańca dołączyły się równierz nasze języki. Fale gorąca uderzały moje ciało a zwłaszcza w podbrzuszu. W końcu doznania skumulowały się w jednym miejscu i doznałem błogiego uczucia. MinYun opadł obok mnie na łóżko przykrywając nas kołdrą. - Kocham cię Jungkook. - ucałował moje czoło i przyciągnął mnie do siebie.
- Też cię kocham MinYun. - wtuliłem się w jego tors.
~~*~~
Pięć dni później otrzymałem telefon, który zrujnował moje życie. Yun odszedł, zmarł. Jego mama powiedziała że jechał do mnie rowerem. Był podekscytowany, bo w końcu uzbierał pieniądze aby zabrać mnie gdzieś. Nikt nie wie dokąd. Tylko on wie lecz już nikomu nie powie. Jakiś pijany kierowca go potrącił. 
W dniu jego pogrzebu padał deszcz. Nawet świat za nim płakał, płakał razem z nami. Stałem z parasolem wpatrując się w miejsce pochówku. Nie wiedziałem nawet kiedy ceremonia się skończyła. Po prostu stałem z nadzieją że on zaraz wyjdzie, wyjdzie i stanie przedemną z uśmiechem. Przecież musi! Musi...
...Nie zrobił tego. Poczułem czyjąś rękę na ramieniu. To był jego tata.
- Kochałeś go mocno jak my wszyscy. - zamilkł na chwilę - W szpitalu, gdy się obudził, kazał ci przekazać że cię bardzo mocno kocha. Powiedział że jak wyjdzie to zabierze cię we wspaniałe miejsce. Był pewny że będziesz szczęśliwy. Gdy to mówił, uśmiech nie schodził mu z twarzy. - znów zrobił przerwę - Ale trzy godziny później... odszedł od nas. - nie wytrzymałem i zaniosłem się płaczem. W ręku ściskałem pierścionek, który dał mi w prezencie na pierwszą rocznicę. Był srebrny z wygrawerowanym jego imieniem oraz datą pierwszego spotkania. Moja mama podeszła do mnie i kierowała mną do samochodu.
- Chodź synku, pora wracać. 
- Wracać do czego? - stałem bezsilnie. Kobieta przytuliła mnie a ja rozpłakałem się na dobre. Z resztą nie pierwszy raz w ostatnim czasie. 

~~*~~
Z dnia na dzień stawałem się słabszy. Ciągle siedziałem w pokoju na łóżku wylewając morze łez, nic nie jadłem, nie piłem, nie chodziłem do szkoły. Byłem powietrzem.
Pewnej nocy przyśnił mi się mój ukochany. Leżeliśmy razem na kocu na łące, podziwiając chmury.
- Kookiś? - podniósł się na łokciach.
- Tak? - spojrzałem na niego. Był uśmiechnięty jak zawsze.
- Prosze, nie płacz już. - spojrzał na mnie z troską - Ja zawsze z tobą będę, zawsze będę cię kochać. - pogładził mój policzek - Wiem, to dla ciebie trudne ale... ułóż sobie życie z kimś innym Kookiś. Tak będzie najlepiej. Zrób to dla mnie, dla nas... Prosze. - i sen się urwał a on odszedł na zawsze.
Spełniłem obietnicę i już więcej nie zapłakałem. Nie mogłem. Tylko czy spełnie drugą.
Kilka razy próbowałem dołączyć do mojego ukochanego lecz bez skutku. Zawsze znajdywał mnie któryś z rodziców. On nade mną czówał i ja to wiedziałem. 
Pięć miesięcy później rodzice wysłali mnie do szpitala psychiatrycznego. Sami nie wytrzymywali psychicznie. Bali się o mnie. Mama nie spała po nocach a tato chował wszystkie możliwe rzeczy, którymi mogę sobie coś zobić. Kontakty z rodzicami stawały się coraz słabsze. Najpierw MinYun a teraz oni.
W ośrodku zajęli się mną lekarze oraz psycholodzy. Nikomu nie pozwalałem się do mnie zbliżyć a zwłaszcza tej samej płci. Chcieli zabrać mi obrączkę. Nie pozwoliłem im na to. Noszę ją na palcu wspominając nasz związek.
Z bliskich został mi tylko Jin. Odwiedza mnie kiedy tylko może, ponieważ ciężko pracuje. A propo mojego brata, to właśnie przyszedł.
- Cześć Jungkook. - uśmiechnął się ciepło i usiadł na fotelu na przeciwko mojego łóżka. Ja jak zwykle siedziałem na parapecie w piżamie i obserwowałem świat. - Jak się dzisiaj czujesz Kookie? - spytał tak jakbym miał zamiar mu odpowiedzieć.
Jak zawsze Jin. - pomyślałem. Chłopak westchnął ciężko. 
- Kupiłem ci nowy album twojego ulubionego wokalisty. Mam nadzieję że ci się spodoba. - nie spojrzałem na niego. Milczenie i nie reagowanie stało się moją codziennością. Podciągnąłem kolana pod brodę i objąłem je rękoma a głowę oparłę o szybę. Była zimna, jak na zimę przystało. - Położę go na półkę obok innych. - ten wokalista był ulubionym piosenkarzem MinYuna. Całymi dniami mógł wychwalać jego piękny głos. Raz nawet odważyłem się zaśpiewać dla niego jego jedną piosenkę. Powiedział że mam piękny głos i gdybym rozpoczął karierę wokalisty, to na pewno bym go przewyższył. Czasem zdarza mi się zanucić a nawet zaśpiewać jego piosenkę, co lekarze uznawają za postęp. 
Dziękuję Jin. - znów mówię do wszystkich w myślach.
- Spieszę się na drugą zmianę, więc będę już iść. Na razie Kookie. - spojrzał na mnie ostatni raz i wyszedł.
Nie obwiniam go o nic. To dzięki niemu poznałem Yuna. 
Pamiętam ten dzień. Miałem w tedy 15 lat tak jak i ty z resztą. Było lato i razem z bratem wybraliśmy się na plażę. Graliśmy w siatkówkę i nagle Jin źle odbił piłkę a ta poleciała gdzieś w bok trafiając jakiegoś chłopca. Podbiegłem do niego i spytałem czy wszystko w porządku. Gdy spojrzał na mnie, myślałem że się rozpłynę. Jego uśmiech uzależniał. Po chwili podszedł do nas Jin, aby przeprosić za zaistniałą sytuację.
- Emm.. przepraszam bardzo ale który z was to Jungkook? - spytał drapiąc się po karku. W tedy byliśmy jeszcze bardziej do siebie podobni. 
- To ja, hyung! - zezłościłem się i wydąłem dolną wargę. Ty zaśmiałeś się promiennie.
- Hahahahahaha! Jungkookie, jesteś taki uroczy! - zmiętosiłeś moje poliki. Zawstydziłeś mnie w tedy bardzo ale jednocześnie ucieszyły mnie twoje słowa. Gdyby Jin nie trafił go w tedy piłką, nie wiem co bym teraz robił. Pewnie nadal byłbym singlem i nie wiedział co to miłość. Pokazałeś mi najpiękniejsze uczucie na świecie. Dziękuję.

Yun... jak mogłeś mnie zostawić...

Kocham cię przecież.